na strone telefony poziom

 

Kodeks wyborczy po nowemu

Do Sejmu trafił projekt zmian w Kodeksie Wyborczym. W piątek, 10 listopada br., znalazł się w parlamencie jako dokument poselski, czyli nie wymagający żmudnych procedur, uzgodnień, opinii prawnych. Co zawiera? I jak może wpłynąć na scenę polityczną powiatu olkuskiego?

kodeks wyborów

Miłe złego początki

Projektowane nowe reguły wyborcze na pierwszy rzut oka wyglądają mało na radykalne. Wprowadzają bowiem miłe dla ucha: obowiązek utworzenia budżetu obywatelskiego w miastach na prawach powiatu z określoną minimalną wysokością, wprowadzenie obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej we wszystkich samorządach, obowiązek transmisji obrad wszelkich szczebli rad, sejmików samorządowych, obowiązek rejestracji głosowań radnych.

Projekt przewiduje także umocowanie ustawowo interpelacji i zapytań radnych, wprowadzenie instytucji debaty o stanie samorządu, która miałaby odbywać się raz do roku, przyznanie każdemu z klubów prawa do wniesienia jednego punktu porządku obrad na sesję, nadanie uprawnień kontrolnych indywidualnym radnym. Proponowany kodeks wyborczy zakłada także gwarancję przewodnictwa w komisji rewizyjnej klubu opozycyjnego oraz zmianę w statusie pracowników biur obsługujących rady gmin i powiatów, którzy podlegaliby przewodniczącemu rady.

Koniec z JOW-ami

Po przeglądzie zmian miękkich czas na prezentację propozycji zasadniczych. Pierwszą jest dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast liczona od czasu wprowadzenia ustawy. Druga, jakże istotna, wprowadza wybory do rady gminy w systemie proporcjonalnym. Obecnie odbywają się one według ordynacji większościowej, czyli radni wybierani są w jednomandatowych okręgach wyborczych, czyli tzw. JOW-ach. Różnica pomiędzy oboma systemami wyborczymi jest zasadnicza. W proporcjonalnej głosuje się na listę i kandydata, czyli wybory staja się walka ugrupowań partyjnych – większościowej – walczą lokalni liderzy, kandydaci z imienia i nazwiska.  

Kolejna zmian dotyczy okręgów wyborczych do rad gmin i sejmików województwa. Przyszłe okręgi wyborcze maja liczyć od 3 do 7 mandatów. Obecnie w jednym okręgu wybiera się od 5 do 15 radnych. Ponadto - zgodnie z projektem - z 10 do 7 zmniejszona ma być maksymalna liczba radnych powiatowych wybieranych w okręgu wyborczym. Dziś ta liczba waha się od 3 do 10 radnych.

Projekt ogranicza ponadto bierne prawo wyborcze kandydatom na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Wprawdzie zezwala im na równoczesne ubieganie się o mandat radnego w swojej gminie, ale zakazuje równoczesnego kandydowania do rad powiatów i sejmików wojewódzkich, co było częstą praktyką.

Rada Powiatu odmieniona?

Ograniczenie startu wójtom i burmistrzom w wyborach na radnych powiatowych zaowocuje nowymi ostatecznymi rozstrzygnięciami. Poruszaliśmy ten temat w 108 wydaniu „Serwisu”. Przypomnijmy, że obecnie w gronie 23 wybrańców znajduje się sporo przegranych burmistrzów/wójtów, niedoszłych włodarzy miast i gmin oraz ludzi, którzy znaleźli się w radzie tylko dzięki startującym w dwóch konkurencjach burmistrzom/wójtom, którzy po zdobyciu mandatów szefów gmin zrezygnowali z miejsc w Radzie Powiatu.  Przejdźmy do konkretów. W Radzie Powiatu w Olkusz liczną grupę stanowią niedoszli burmistrzowie/wójtowie. Listę tę otwiera starosta Paweł Piasny, następnie kroczą: Łukasz Kmita, Robert Herzyk, Mateusz Liszka. Poprzedni burmistrz Srebrnego Miasta Dariusz Rzepka przegrał w roku 2014 elekcyjny wyścig o Olkusz i trafił do Rady Powiatu. Identyczna sytuacja nastąpiła w Bolesławiu, gdzie wójt Ryszard Januszek przegrał wyborczy wyścig z Krzysztofem Dudzińskim, w Kluczach Kazimierz Ściążko uległ Norbertowi Bieniowi, a w Wolbromiu Jana Łaksę zastąpił Adam Zielnik. Wszyscy przegrani zasiedli w Radzie Powiatu. Warto dodać, że także Bień i Zielnik zabezpieczyli się na ewentualność porażki. Ubiegali się, skutecznie, o mandaty radnych powiatowych. Pociągnęli listy, wprowadzili do powiatowego sejmiku swoich kolegów. Praktyka ta dotyczy także Romana Żelaznego. Wójt Trzyciąża wygrał zarówno mandat wójta jak i radnego. Na powyższych zabiegach skorzystali dublerzy.

Pod jurysdykcją nowej ordynacji wyborczej takie zabiegi będą niemożliwe. Oznacza to, że np. Paweł Piasny, Łukasz Kmita a także inni liczni, prawdopodobni kandydaci na włodarzy miast i gmin nie będą mogli startować do powiatu, lub na odwrót – na wójta/burmistrza. Nowa sytuacja spowoduje zapewne ograniczenie chętnych na funkcje szefów miast i gmin do prawdziwie godnych rywalizacji, a jednocześnie stworzy przestrzeń dla wyboru nowych ludzi do rady powiatu.  

I jeszcze jedno. Obwód wyborczy MiG Olkusz – 10 mandatowy, zostanie podzielony. W jaki sposób – tego dziś niepodobna określić. Nowe okręgi (dwa lub trzy) mogą przynieść całkiem nowe rozdania mandatów. Pamiętać warto, że w małym okręgu realny próg wyborczy rośnie.

Komisje i komisarze

Wybory samorządowe są najtrudniejszymi do przeprowadzenia. To cztery różne głosowania, które trzeba zorganizować w tym samym czasie. Obywatele wybierają: włodarzy miast i gmin oraz radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Projekt PiS zakłada, że dwa miesiące od wejścia w życie ustawy, Państwowa Komisja Wyborcza powoła 16 wojewódzkich i 380 powiatowych komisarzy wyborczych (obecnie jest ich 51). Komisarze mają być powołani spośród osób mających jedynie wykształcenie prawnicze. Dotychczasowi musieli być sędziami. Co istotne, projekt PiS nie ogranicza działalności politycznej i przynależności do partii politycznych nowych komisarzy. To może podważyć ich wiarygodność, uczciwość, czyli niezbędne atrybuty wyborów.

Wojciech Hermeliński – przewodniczący PKW - krytycznie odniósł się m.in. do projektowanych przepisów dotyczących kompetencji nowych komisarzy wyborczych, od których nie wymaga się apolityczności, czyli tej cesze właściwej dla sędziów. - W tej sytuacji – powiedział Hermeliński - nie można wykluczyć, że w jakiś sposób mogą ulegać naciskom, czy wychodzić na przeciw oczekiwaniom swojej partii. Przewodniczący PKW zauważył ponadto, że następuje odebranie tradycyjnych kompetencji gminom, które dokonywały dotychczas podziału na okręgi wyborcze. Było to rozwiązaniem słusznym, gdyż gmina zna najlepiej sytuację w konkretnych miejscowościach, w okręgu czy obwodzie.

Ponad 300 milionów więcej

Z krytyką projektu ustawy proponowanego przez posłów PiS kodeks wyborczy pospieszył Władysław Kosiniak-Kamysz. Prezes ludowców, że dokument potwierdza wcześniejsza opinie, że „PiS nie lubi samorządów, bo – po pierwsze - w nich nie rządzi. Po drugie, wynika to z filozofii państwa, w które wierzy PiS. Ich zdaniem Polska ma być państwem zarządzanym centralnie, silną ręką z Warszawy. Wszystkie decyzje mają przechodzić przez partię polityczną. Tymczasem samorząd to jest niezależność od władzy zwierzchniej.

Równie krytyczna okazała się Państwowa Komisja Wyborcza, która zwróciła uwagę na gigantyczny wzrost kosztów organizacji wyborów w nowej formule. Samo stworzenie dwóch osobnych komisji w każdym obwodzie (9-osobowej do przeprowadzenia głosowania i tak samo licznej przeznaczonej do liczenia głosów) to koszt ok. 190 milionów złotych. Do tego dochodzi konieczność uzupełnienia wyposażenia w 28 tysiącach lokali wyborczych, roczne wynagrodzenie blisko 350 nowych komisarzy, zakup komputerów do obsługi komisji, a także kamer oraz pokrycie kosztów transmisji z lokali wyborczych. W sumie daje to astronomiczną kwotę ok. 640 mln zł. To o ponad 300 milionów złotych więcej, niż środki przeznaczone na ten cel w budżecie na przyszły rok.

I jeszcze jedno. System informatyczny.. Jego awaria w 2014 roku doprowadziła do chaosu. Ostateczne wyniki wyborów ogłoszono z blisko tygodniowym opóźnieniem. Od tamtej pory trwały prace nad nowym systemem, pod kątem obowiązującej ordynacji wyborczej. Planowane zmiany wywracają ją do góry nogami. Zmiany w Kodeksie wyborczym mogą spowodować destabilizację procesu wyborczego A.D. 2017.

Czy obawy są słuszne?

Proponowany, nowy kodeks wyborczy prowokuje pytanie: kto na tym zyska. Zapewne trudno o jednoznaczną odpowiedź. Bowiem w Polsce jest ponad 2,5 tys. różnych aren wyborczych. Na każdej z nich układ sił wygląda inaczej: zdarzają się egzotyczne koalicje, a znane partie nie są reprezentowane. Ale jedno wiadomo na pewno: pogorszy się sytuacja indywidualnych, niezależnych kandydatów. W wyborach lokalnych ludzie mają skłonność do głosowania przede wszystkim na konkretne osoby i mało ich interesują szyldy ugrupowań. I tu pojawia się dylemat: czy ten personalny wybór będzie przez system wyborczy uszanowany. Można mieć do tego poważne wątpliwości. Bowiem taki kandydat będzie zmuszony do stworzenia listy wyborczej, czyli założenia komitetu i znalezienia chętnych, którzy razem z nim wystąpią w wyborach. Jaka przydzieli im role, czy jedynie fikcyjnych alternatyw, czy realnej konkurencji?

Postawmy pytanie inaczej: czy szanse konkretnego, uznanego kandydat danej miejscowości rosną pod władza nowego systemu? To może zależeć także jak zostaną wyznaczone granice okręgów. Dziś człowiek popularny startujący w okręgu jednomandatowym, ma dużą dozę pewności wygranej. Ale gdy jego okręg zostanie przekształcony w trójmandatowy, to może być różnie. Wszystko zależy od lokalnej specyfiki, strategii układania list wyborczych i nowego kształtu okręgów, o którym zdecyduje powiatowy komisarz wyborczy. I tu natrafiamy na kolejny problem: propozycja, żeby powołać całkiem nowych urzędników odpowiedzialnych za organizację wyborów i przekazać im kompetencję podziału jednostek samorządowych na okręgi, jest zmianą daleko idącą. Za daleko!

Jerzy Nagawiecki

Redakcja
Author: RedakcjaEmail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Informacja o autorze: