na strone telefony poziom

 

Wycinają drzewa na potęgę

Od 1 stycznia 2017 roku nie trzeba mieć zezwolenia, aby wyciąć drzewo lub krzew rosnące na nieruchomości stanowiącej własność osoby fizycznej, a powody ich usunięcia są niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej – głosi przepis ustawy sejmowej podjętej w pośpiesznym trybie w piątek, 16 grudnia wieczorem w Sali Kolumnowej przy ul. Wiejskiej w Warszawie. Bezkonsultacyjny sposób podjęcia ważnego aktu prawnego doprowadził do wycinki drzew na skalę niemalże przemysłową. Sposób procedowania, a zwłaszcza skutki ustawy budzą sprzeciw ekologów i nakazują poszukiwania tzw. drugiego dna.

masakra piłą mechaniczną u pawła

Środowisko nie wybacza

Pytanie: kto skorzystał z wyjątkowego ustawowego liberalizmu? - czeka na odpowiedź. Wcześniej czy później sprawą zajmą się dziennikarze śledczy i speckomisje sejmowe. Jednak już dziś nowe przepisy budzą ogromne emocje. Wystarczy bowiem spełnić przytoczone we wstępie dwa warunki by wyciąć każde drzewo lub krzew bez zezwolenia. Nie jest więc wymagane spełnienie dodatkowych: takich jak obwód drzewa na wysokości 130 cm wynoszący nie więcej niż 100 cm (w przypadku topoli, wierzb, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego) albo 50 cm (w przypadku pozostałych gatunków drzew). Także, bez zgody, można wykarczować drzewa i krzewy, jeśli celem wycinki jest przywrócenie gruntów do użytkowania rolniczego.

Nowa ustawa o przyrodzie i lasach szkodzi środowisku – tego zdołaliśmy już doświadczyć. Nawet inicjatorzy rozwiązania legislacyjnego, posłowie PiS przyznali, że obowiązujące od 1 stycznia br. rozwiązania wymagają poprawek. Nie sprecyzowali jednak, kiedy to nastąpi, choć słychać, że wkrótce. Tym razem, pospiech jest potrzebny jak rzadko kiedy. Okazało się bowiem, że podstawową grupą interesu w tzw. ustawie Szyszki są firmy wycinkowe, a nie działkowcy, którym przeszkadza drzewko lub krzew. Ilość ogłoszeń firm świadczących usługi porządkowania działek wzrastała w ostatnich tygodnia w sposób lawinowy. To środowisko bliskie ministrowi i Lasom Państwowym, ludzie prowadzący przedsiębiorstwa, które dzięki samowolce wycinkowej dostają oferty i zarabiają wielkie pieniądze. Także hurtownicy sprzedające piły spalinowe zacierają ręce. Wypróżnili magazyny do ostatniej sztuki.

Nie było nas, był las!

Pozwolenie na masową wycinkę drzew zbiegło się z problemem ogromnego zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju, ponoć najgorszym w Europie. Czy uczyniono to świadomie czy bezwiednie – tego nie wiadomo? Jedno jest pewne. Raptowne decyzje prowycinkowe okazały się być przejawem wielkiej niekompetencji. Wiadomo bowiem, że roślinność: drzewa i krzewy są sojusznikiem waliki ze smogiem, oczyszczają bowiem powietrze ze szkodliwych pyłów. Czy mędrcy z Ministerstwa Środowiska o tym nie wiedzieli? Dziwne!

Naruszenie równowagi ekologicznej przynosi opłakane skutki na setki lat. Wiedzą o tym ludzie z ziemi olkuskiej, którzy z problemem masowej, nieokiełznanej wycinki drzew zmagają się od stuleci bez znaczącego rezultatu. O czym mowa? O wielkich obszarach piasków, które zwą się: Pustynią Błędowską, Pustynią Starczynowską, Pustynią Ryczowską i Dziadowskim Morzem koło Boru Biskupiego. Znajdują się one w miejscu, gdzie ludzie średniowiecza rozpoczęli masową wycinkę lasu. Doprowadziło to do zniszczenia cienkiej warstwy gleby i odsłonięcia lotnych piasków. Jak się okazało, nieomal na własną zgubę.

Obszary piasków lotnych powstały w wyniku intensywnej działalności człowieka, kiedy to już w średniowieczu, i w kolejnych stuleciach, rozwijało się w tych okolicach górnictwo i hutnictwo ołowiu, srebra i następnie cynku, wymuszające zapotrzebowanie na drewno. Ogołocona z lasu ziemia szybko odsłoniła nagromadzone polodowcowe, luźne piaski, dając początek procesom przyrodniczym charakterystycznym dla prawdziwych pustyni. Dodatkowo ówcześni mieszkańcy zamiast prowadzić rekultywację i sadzić młodniki, wypasali w tych miejscach bydło.

Piaski zaczęły zagrażać okolicznym wsiom, a nawet odległemu o kilka kilometrów Olkuszowi. Stanisław Staszic w wydanym w 1815 r. dziele "O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin polskich" tak opisywał Olkusz: "Otacza je w koło, okiem nieprzeirzałe piasków morze, po którem ledwo gdzieniegdzie zaczepić się doła poziomei paproci krzewie". Owe lotne piaski zasypywały pola uprawne, degradowały lokalne rolnictwo.

Przed laty widziałem pocztówkę z 1915 roku, na której widać chłopskie obejście po okna w piasku, a wokół tylko piach i piach. Podpis głosił: „Lotne piaski pod Olkuszem.”

Kiedy po II wojnie światowej niesione zachodnim wiatrem lotne piaski zaczęły zagrażać Olkuszowi, podjęto w roku 1949 decyzje o obsadzeniu terenów pustynnych bardzo ekspansywną wierzbą kaspijską, a także sosną i innymi gatunkami.

Nie będzie nas, będzie las!

Nadmierne ingerencje w naturalne środowisko zawsze kończą się źle. Raptowni poprawiacze przyrody z reguły przynoszą więcej strat, niż pożytku. Tak było przed wiekami, podobnie dzieje się pod jurysdykcją ministra Szyszki, lub innych miłośników „alternatywnych” rozwiązań ekologicznych. Ludzi ci zapominają, że przyroda sama wie najlepiej, jak się rozwijać. Skutków owej nadmiernej ingerencji doświadczamy co rusz.

Lotne piaski pod Olkuszem, nazwane później Pustyniami, urzekły niektórych do tego stopnia, że postanowili wydać walkę naturze i uparli się forsować pustynie w klimacie umiarkowanym. Mirage! Oczywiście, że tak. Każdy bowiem wiedzieć winien, że tzw. Pustynia Błędowska jest – pod względem klimatycznym – pustynią fikcyjną. Te trwałe powstają w wyniku permanentnego deficytu opadów i znacznych temperatur. W okolicy Klucz takie warunki nie występują. Na podolkuskich pustyniach średnioroczna suma opadów wynosi około 700 mm, na Saharze 21 mm, a na Atacamie w Chile 3 mm. Sahara, Gobi, Atacame istnieją niezależnie od działalności ludzkiej. Błędowska odwrotnie - pustynne oblicze zawdzięcza działalności człowieka, dawniej niezamierzonej, obecnie celowej. Gdyby zaprzestać jakiejkolwiek ingerencji to za kilkadziesiąt lat między Kluczami, Chechłem i Błędowem szumiałby śródlądowy bór sosnowy, zwany borem chrobotkowym, a okoliczni mieszkańcy oddychaliby czystym powietrzem. Ale to wizja pozbawiona bezrefleksyjnych polityków, bez obecnego ministra środowiska, bez wycinkowego lobby.

 Jerzy Nagawiecki

Redakcja
Author: RedakcjaEmail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Informacja o autorze: