Domaniewice – przecudny zakątek ziemi!

Na łamach „Serwisu Jurajskiego regularnie prezentujemy oryginalne teksty źródłowe opowiadające o Ziemi Olkuskiej, o ważnych ludziach, znaczących wydarzeniach, poważnych i mniej poważnych dokonaniach. Poniżej prezentujemy opis Domaniewic, pięknej wsi Doliny Wodącej, autorstwa Andrzeja Wierzbickiego pochodzący z opasłego tomiska zatytułowanego „Żywy Lewiatan”. Andrzeja Wierzbickiego zaliczyć należy do panteonu osób wybitnych. Prezes Centralnego Związku Polskiego Przemysłu, Górnictwa, Handlu i Finansów, był czołowym reprezentantem i rzecznikiem kół gospodarczych odradzającej się Polski, należał do najwybitniejszych mężów stanu II Rzeczypospolitej, przewodniczył polskiej Delegacji Ekonomicznej podczas konferencji pokojowej w Paryżu w roku 1918, był posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej i ministrem jednocześnie, a w późniejszym czasie kandydatem na premiera.

dwór w Domaniewicach foto Henryk GrabowskiDworek w Domaniewicach, w kształcie i formie z powyższej fotografii przetrwał do 1960 roku

Mobilem na weekend

W roku 1919 Andrzej Wierzbicki nabył majątek Domaniewice. Folwark liczył 390 morgów, do tego dwór, obejścia, stawy rybne… Tym samym wielki przemysłowiec ze stolicy znalazł w Jurze miejsce do aktywności i relaksu. Obficie korzystał z uroków życia wiejskiego, bowiem (cytuje „Żywy Lewiatan”): „Gdy w 1919 roku wróciłem z Paryża do Warszawy już jako poseł do Sejmu Ustawodawczego w niepodległej Polsce, przemysłowcy moi przewidzieli w budżecie Centralnego Związku dotację na kupno i utrzymanie samochodu do mojej osobistej dyspozycji, aby ułatwić mi prace i zapewnić mnie, i mojej rodzinie, odprężenie i wypoczynek.

Do Domaniewic było dwieście kilkadziesiąt kilometrów. Z trzech prowadzących tras do celu najciekawszy był trakt krakowski, przez Radom, Kielce, Miechów. Z Miechowa skręcaliśmy na południowy zachód, na Wolbrom, a stamtąd już osiem kilometrów dzieliło nas od Domaniewic.”  

Przecudny zakątek

Wierzbicki Domaniewice cenił wielce, gdyż: „To był przecudny zakątek ziemi, położony wzdłuż Jury Krakowsko-Wieluńskiej. Stary dworek drewniany w otoczeniu lip, co najmniej stupięćdziesięcioletnich, które przeważnie kilku odnogami z jednego pnia jak bukiety strzelały wysoko w górę. To było duże skupisko, ponad pięćdziesiąt drzew. Pod ich konarami krył się kolisty zajazd, który prowadził pod oszklony ganek, skierowany frontem, jak to zazwyczaj po naszych dworach bywało, na południe, na godzinę jedenastą. Z drugiej strony dworu, z otwartego ganku, wychodziło się do ogrodu okolonego ze wszystkich stron wysokimi drzewami. Od zachodu graniczył z nim stary bór sosnowy, bezpośrednio przylegający do skupiska lip, od wschodu bystry potok Białej Przemszy, która niedaleko brała początek u stóp wapiennego masywu. Wzdłuż potoku po jego drugiej stronie szła aleja ze starych klonów, kasztanów i dębów, w kierunku południowym przecinała wzdłuż całe podwórze folwarczne i kończyła się o kilka stajań poza obejściem na granicy Domaniowic, znaczonej kapliczką przydrożną. Wpadała tu pod kątem prostym w zadrzewiony jar, idący hen daleko na wschód i stanowiący południową granicę naszych włości. Od północy na granicy ogrodu rosły brzozy i olchy, wsparte po obu stronach o prastare lipy, które swymi potężnymi zarysami panowały nad całym otoczeniem.

(…) Gdy po wyjściu z dworu przez drewniany mostek na lewo przekroczyło się potok i skręciło w aleję w kierunku północnym, natrafiało się na imponującej wielkości tamę wodną wymurowaną z kamienia wapiennego. Składały się na nią dwa przyczółki wieńczące potężną groblę ziemną, zbudowane na wspólnym fundamencie. Między przyczółkami widniały jeszcze dwa słupy kamienne. Po każdym ulewnym deszczu huk spadającej wody rozlegał się w całym obejściu.

W ten sposób źródliska Białej Przemszy zostały wykorzystane dla założenia gospodarstwa rybnego. Powyżej tamy głównej łożysko potoku jeszcze w dwóch miejscach było przegrodzone groblami, zaopatrzonymi już w mniejsze tamy. Otaczały je z obydwóch stron spadziste uprawne wzgórza. A gdy w płodozmianie upraw przypadła kolej na cykorię z jej przepychem błękitnych kwiatów, uroku zieleni, błękitu i lśnień lustra wodnego w dzień słoneczny z niczym nie dało się porównać.

W ostatnim z trzech kolejnych stawów przeciwległe brzegi zbiegały się jakby w wierzchołku trójkąta. To wzgórze uprawne przechodziło w tym miejscu w ostry cypel, z obnażoną tu i ówdzie wapienną skałą i królującymi na szczycie wśród pomniejszych drzew kilku świerkami. Tu właśnie potok Białej Przemszy skręcał gwałtownie pod kątem prostym, otwierając widok na poprzeczną, stopniowo rozszerzającą się dolinę. Z prawej jej strony ów kamienny bastion zaznaczał wydatne wyniesienie gruntu, pokryte brzozowym i sosnowym lasem, który wąskim językiem oddzielał od doliny uprawne pola. Z lewej strony graniczące z dolin wzgórza należały już do kolonii Okupników.

(…) Wzdłuż zachodniej granicy wąską drogą znaczoną kopcami docieraliśmy do Cięgli. Był to największy las w Domaniowicach, stykający się bezpośrednio z lasami gromadzkimi i wielkim kluczem lasów pilickich. Jesienią, na tle ciemnej zieleni drzew szpilkowych, las płonął wszystkimi odcieniami purpury i złota. Był to niezapomniany obraz. Na zachód od tej drogi na całej jej długości grunt spadał łagodnie, ale nieustannie, i widać było głęboko w dole długi sznur budynków wsi Załęże i Krzywopłoty, znaczonych bujnym zadrzewieniem, przy pewnym oświetleniu połyskujący tu i ówdzie zwierciadłem coraz to zasobniejszych wód dalszego biegu Białej Przemszy.

Na dalszym planie widniały wzgórza z rozsiadłą na nich wsią Bydlin i wyniosłe ruiny ariańskiego zboru. U jego stóp rozegrała się w 1914 roku krwawa bitwa pod Krzywopłotami legionistów z nacierającymi oddziałami armii rosyjskiej. Jeszcze dalej występowało pasmo lasów kolbarskich. Horyzont zamykały kompleksy olkuskich borów.

(…) Sad był naszą chlubą. Dwa razy wymarzał częściowo, ale nie dawaliśmy za wygraną. Rezygnując z delikatniejszych gatunków, sadziliśmy odmiany bardziej odporne i drzewka dwukrotnie szczepione.

Z żadnego jednak punktu na drodze do Cięgli nie można było zobaczyć największego, dziesięciomorgowego stawu położonego na Wikłakach, na południowym krańcu Domaniowic. Zakrywał go potężny masyw drzew otaczający dwór. Nazywaliśmy ten staw mare nostrum. Owo mare nostrum przedstawiało w tej okolicy, pozbawionej jezior, imponujący widok z gościńca prowadzącego z Domaniowic do kościoła parafialnego w Bydlinie.

Nie tylko uczucia religijne, ale również serce ciągnęło nas do naszego księdza proboszcza, Józefa Jarży. Był to prawdziwy typ polskiego chłopa, o szlachetnej męskiej urodzie, pełniąc duszpasterstwo z ogromnym poczuciem godności. Doskonale wyczuwali to parafianie i darzyli go szczerym poważaniem. Zamiłowany w rolnictwie, niegardzący strzelbą, miał gorące serce prawego Polaka. Okolica Domaniowic, z jej lasami, jarami, grotami skalnymi, była doskonałym terenem dla AK. Ksiądz Jarża sprawował w niej obowiązki kapelana i marzył, żeby w chwili ostatecznej rozprawy z Niemcami samemu chwycić za broń. Zmarł niespodzianie na udar serca wkrótce po pogromie Niemiec.”

Wspomnienie profesora

Wojna roku 1939 zastała Andrzeja Wierzbickiego w Warszawie. We wrześniu wszedł w skład Komitetu Obywatelskiego przy Dowództwie Obrony Stolicy. Za udział w obronie Warszawy odznaczony został Krzyżem Walecznych. A potem jeszcze przez jakiś działał w Radzie Głównej Opiekuńczej. Później wyjechał do Domaniewic, gdzie spędził większą część okupacji.

Z okupacyjnymi Domaniewicami wiążą się ciekawe wspomnienia prof. Jana Eberta zdeponowane w Archiwum Historii Mówionej. Mieszkający w stolicy 13-letni wówczas Ebert po Powstaniu Warszawskim 1944 roku trafił, wraz z matką do obozu przejściowego w Pruszkowie. Następnie Niemcy załadowali część obozowiczów do pociągu i wysłali do Wolbromia. „Muszę powiedzieć – wspominał prof. Ebert - że tam ludność zachowała się naprawdę wspaniale. Wszyscy Warszawiacy po prostu dostali nocleg. Oczywiście to była na ogół słoma na ziemi, ale ludność zachowała naprawdę wspaniale. Najzabawniejsze, że jak pociąg stanął, nie rozległy się typowe wrzaski niemieckie, tylko przemówienie przewodniczącego straży ogniowej, głównego strażaka, który nas witał. (…) W Wolbromiu poszliśmy z mamą na pocztę (…) Mama wysyłała listy do rodziny do Częstochowy, a ja rozglądałem się, co leży na kontuarze na poczcie. Zobaczyłem list adresowany – Domaniewice. Nazwa znana z opowieści młodszego kolegi Piotra Wierzbickiego. (…) Otóż był to wnuk pana Andrzeja Wierzbickiego, właściciela domu, w którym mieszkaliśmy na alei Niepodległości 157 w Warszawie. Oni mieli majątek Domaniewice. (…) Listonosz, który właśnie te listy do Domaniewic miał zawieźć, zawiózł również informację, że my jesteśmy w Wolbromiu. Przyjechała bryczka i znaleźliśmy się w Domaniewicach.”

Pan Andrzej Wierzbicki przeżył wojnę. Wprawdzie dwukrotnie aresztowało go gestapo, ale szczęśliwie wyszedł i z warszawskiego Pawiaka, i z krakowskich Montelupich. Po zakończeniu wojny opuścił Domaniewice. Dwór przetrwał do roku 1960, kiedy został rozebrany.

Smutne zakończenie

Po roku 1945 Andrzej Wierzbicki - jednym z zamożniejszych ludzi w przedwojennej Polsce - stracił cały majątek. Mimo to starał się włączyć do odbudowy krajowego przemysłu. Początkowo dostał posadę doradcy w Polskim Monopolu Zapałczanym. Szybko jednak nowi władcy Polski przypomnieli sobie kim był przed wojną. Stracił posadę. Później zarobkował jako tłumacz literatury rosyjskiej głównie dla PIW-u i Czytelnika. Pod koniec życia spisał wspomnienia, opublikowane pt. „Wspomnienia i dokumenty: 1877–1920” (Warszawa 1958); dalszy ciąg pozostawał w maszynopisie, zdeponowanym w Instytucie Historii PAN w Warszawie. W roku 2001 ukazała się publikacja: „Żywy Lewiatan: wspomnienia”, opracowane i opatrzone wstępem przez wnuka Piotra Wierzbickiego.

Każdego roku konfederacja Lewiatan przyznaje nagrody imienia Andrzeja Wierzbickiego przedsiębiorcom, którzy osiągnęli sukces w biznesie, jednocześnie aktywnie działając na rzecz środowiska, w którym funkcjonują.

Jerzy Nagawiecki

Redakcja
Author: RedakcjaEmail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Informacja o autorze: