na strone telefony poziom

 

Podpalenie! Dwa wybuchy!

Moim zdaniem to było podpalenie, słyszałem dwa wybuchy” – powiedział 23 października br. Norbert Bień w trakcie spotkania z mieszkańcami Klucz zorganizowanego w Domu Kultury „Papiernik”. Wójt Klucz wie co mówi. Znalazł się w sąsiedztwie płonącego składowiska odpadów w Osadzie w niedzielne przedpołudnie, 8 października br., kilkanaście minut po godz. 11. Z najbliższej odległości obserwował pożar, organizował akcję gaśniczą i pomocową. „Problem był niezmiernie poważny – kontynuował włodarz gminy Klucze - W sąsiedztwie ognia znajdowały się magazyny spółki VelvetCARE oraz terenowa jednostka firmy Fenice Services Polska. W obydwu podmiotach pracuje w sumie ok. 600 osób. To istotne miejsca pracy w naszej gminie. Należało je chronić z cała stanowczością.

usuwanieAkcja gaśnicza i wyburzeniowa w Kluczach Osadzie pochłonęła już setki tysięcy złotych.
A to przecież dopiero początek wydatków.
Razem z wywózką odpadów podatnik czyli mieszkańcy powiatu olkuskiego zapłacą
za pośrednictwem urzędników grubo ponad milion zł.
Na zdjęciu akcja wyburzeniowa. Fot. mł. bryg. Marcin Maciora

To był historyczny pożar w powiecie olkuskim – mówił z kolei mł. bryg. Michał Polak, z-ca Komendanta Powiatowego Straży Pożarnej. – Panowały ekstremalne warunki. Ogień objął 7,5 tys. m kw. Zużyto 650 tys. m sześciennych wody. W akcji gaśniczej wzięło udział 687 strażaków oraz 218 pojazdów straży pożarnej oraz 46 pojazdów i 96 osób innych służb i podmiotów. Najdalsze przyjechały aż z Gorlic. Strażakom udało się mienie oszacowane na kwotę ok. 23 mln. zł.

Teraz strażaccy specjaliści przygotowują dokument zwany analizą pożaru. Równocześnie trwa prokuratorskie śledztwo w sprawie ustalenia przyczyn wzniecenia ognia.  

Nie było zagrożeń

Kolejny mówca, zastępca Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska Ryszard Listwan, poinformował zebranych, że… – Wieczorem w dniu pożaru inspektorzy WIOŚ podjęli monitoring powietrza w 5 punktach: przy Silikatach, w osiedlu mieszkaniowym przy ul. Sosnowej, obok kościoła, przy bramie wjazdowej do VelvetCARE oraz na skrzyżowaniu przy wjeździe na ulicę w kierunku zakładu Silikaty. Nie stwierdzono zagrożenia dla zdrowia ludzi.

Ze względu na duże zadymienie – kontynuował Listwan - podjęto decyzję o ewakuacji mieszkańców najbliższego osiedla. Na ewakuację zgodziło się 6 osób. Pomiary kontynuowano w kolejnym dniu.

Równocześnie Ryszard Listwan przedstawił wyniki dokładniejszych analiz pobranych próbek. Okazało się, że stężenie węglowodorów aromatycznych, czyli związków głównie benzenu oraz toluenu i ksylenu było ponadnormatywne, w ekstremalnych przypadkach stężenie benzenu przekraczało normy nawet 10-krotnie, zaś stężenie pyłów blisko 8 krotnie. Owe wypowiedzi przeszły bez echa. Komentarzy nie było. A szkoda, gdyż szczególnie związki benzenu są bardzo niebezpieczne ludzi. Mogą doprowadzić do uszkodzenia szpiku kostnego i mają niekorzystny wpływ na krew. Powodują uszkodzenie wątroby, nerek, spadek odporności na zakażenia, zaburzenia przemiany materii i osłabienie. Powodują zawroty i bóle głowy, osłabienie, senność, duszność, mdłości a także zmniejszenie odporności na zakażenia zewnętrzne i nieprawidłową przemianę materii.

Jest decyzja - wywozimy!

Starosta olkuski rozpoczął swoje wystąpienie od retorycznego pytania: jak rozwiązać problem?

Następnie, po krótkiej wymianie zdań z wójtem Norbertem Bieniem (chodziło o partycypacje w kosztach operacji wywozu odpadów) Paweł Piasny stwierdził, że od 24 października br. rozpoczyna się akcja likwidacja śmieciowiska. W poniedziałek, 23 października, podpisał stosowną umowę na operację wywozu i utylizacje odpadów. Zapisano w niej, że za sumę 940 tys. zł ze składowiska usunięte zostanie 2 700 ton odpadów. Operacja potrwa ok. trzy tygodnie. Dziennie usuwane będzie ok. 300 ton odpadów.

Ale na tym nie koniec problemu, gdyż pozostaje pogorzelisko, cześć składowiska z zwęglonymi i częściowo nadpalonymi odpadami. Obszar ten będzie wyłączony z akcji wywozowej, gdyż znajduje się obecnie pod jurysdykcją prokuratury, która – jak wspomnieliśmy wcześniej – ustala przyczyny pożaru.

Wykonanie zastępcze na pogorzelisku – czyli mówiąc zrozumiałym językiem – oczyszczenie tej części składowiska, będzie możliwe po zakończeniu postepowania prokuratorskiego oraz wypełnieniu administracyjnych przepisów. Starosta Piasny oszacował ten okres na kilka miesięcy.

Czy to było konieczne?

- Co dalej? - pytał na zakończenie debaty w DK „Papiernik” Sebastian Sierka, reprezentant społeczności Klucz-Osady. – Czy musiało dojść do pożaru? Jak do tego dopuszczono? – mnożył retoryczne wątpliwości. Nie ustąpimy – dodawał – jak będzie trzeba dotrzemy do Rzecznika Praw Obywatelskich, do międzynarodowych sadów. Odpowiedzi nie uzyskał. W prezydium spotkania zapanowała cisza. 

Kilka słów ode mnie

Śmieciowa epopeja w Kluczach Osadzie to tak naprawdę opowieść o samorządowej władzy, którą przerósł problem nielegalnego składowiska śmieci. Ciąg wydarzeń dowodzi, że zabrakło  baczenia nad działalnością firm branży ekologicznie wrażliwej, że pracownicy olkuskiego starostwa nie dostrzegli ewidentnych nieprawidłowości w trakcie akcji kontrolnej składowiska przeprowadzonej w 2016r. na zlecenie WIOŚ, że trwające miesiącami przygotowania (ach te procedury) do wywózki śmieci zwieńczone… pożarem.

Totalna klapa. A powtarzane obecnie opowieści o sprawnie zorganizowanej akcji gaśniczej, o heroizmie strażaków to jedynie dymna zasłona. Strażacy zrobili swoje i chwała im za to. Niestety trudno to samo powiedzieć o samorządowych włodarzach, którzy o wydarzeniach z 8 października w Kluczach Osadzie nie mówią w sposób konkretny.

A brzmią one następująco: powołując się na przeszkody formalne odsuwano w czasie likwidację wysypiska. Zbagatelizowano wielkie niebezpieczeństwo. Brakło wyobraźni. Troska o budżet przesłoniła troskę o ludzi. A tymczasem wielki pożar strawił tysiące ton plastikowych opakowań. Szkodliwe substancje wydostały się do atmosfery. Trudno swobodnie oddychać. Swąd czuć do dziś nie tylko w Kluczach, ale także w kolejnych miejscowościach głównie na zachód od miejsca pożaru. Mieszkańców poddano szczególnym inhalacjom, szkodliwym dla ich zdrowia, skracającym życie.

Podczas kolejnych spotkań, również tym poniedziałkowym w Kluczach, nikt się nawet nie zająknął o zdrowotnym problemie. Brakło refleksji nad sposobami zmniejszenia owych uciążliwości, nad stworzeniem programu badań kontrolnych i – być może – konieczności aplikacji stosownych leków. Z tymi problemami obywatele muszą sobie radzić sami.  

Jerzy Nagawiecki

Redakcja
Author: RedakcjaEmail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Informacja o autorze: